Kryminał w kostiumie z epoki

Nadia Szagdaj zaprasza swoich fanów na kolejną podróż w czasie, do Wrocławia początków XX wieku.Nowe śledztwa Klary Schulz. Bella Donna to już piąta książka z cyklu dobrze znanego miłośnikom kostiumowych kryminałów. Tak jak w poprzednich częściach, również i tu odnajdziemy mrożące krew w żyłach morderstwo w przedwojennym Breslau, które spróbuje wyjaśnić bystra pani Klara.

Upiorny wernisaż

Mamy rok 1914. W Breslau rozpoczyna się uroczysty wernisaż znanego malarza Adolfa Ludemanna. Otwarcie wystawy nieco się przeciąga, bo artysta spóźnia się na imprezę, co odrobinę niepokoi organizatorów. W końcu decydują się nie czekać na głównego aktora i zaczynają bez niego. I tu następuje incydent, który mrozi krew w żyłach zgromadzonej w sali eleganckiej publiczności. Oto bowiem, gdy opada zasłona z jednego z obrazów mistrza, oczom widzów ukazuje się upiorne dzieło – obraz Ludemanna został pomazany krwią i przymocowano do niego wycięte części ludzkiego ciała! Kobiety mdleją, mężczyznom zbiera się na mdłości, wybucha nieprawdopodobny skandal. W wyjaśnienie zbrodni władze miasta natychmiast angażują najlepszych śledczych…

A w tym samym czasie nasza główna bohaterka, Klara Schulz, przebywa w nadmorskiej Łebie. Pojechała tam ukoić żal i rozpacz po utracie męża. Ale nie dany jej będzie długi odpoczynek. Bo oto pewnego dnia kobieta odnajduje na plaży potwornie okaleczone zwłoki mężczyzny. Jak się już domyślamy, ofiarą jest malarz Adolf Ludemann, wielki nieobecny na wystawie w Breslau. Ale kto mógł dopuścić się tak ohydnej zbrodni? Klara natychmiast przerywa swoje wakacje, wraca do miasta i z całą pasją angażuje się w śledztwo, szukając odpowiedzi na to pytanie.

Powrót do przeszłości

Książka za pewnością zadowoli fanów mocnych, kryminalnych zagadek, ale nie tylko ich. Nie zawiodą się także miłośnicy historii, tropiący ślady naszej codzienności sprzed lat. Nadia Szagdaj nie ukrywa miłości do rodzinnego Wrocławia, jest zafascynowana jego bogatą, niejednoznaczną historią i potrafi zgrabnie przenieść ją na karty swoich książek. Cofamy się razem z nią do rzeczywistości sprzed stu lat, wędrujemy po krainie, której miasta i miasteczka noszą niemieckie nazwy. Dodatkowo starannie wydaną książkę wzbogacają fotografie Łeby sprzed stu lat, łatwo więc będzie poczuć nam klimat tamtych czasów i odnaleźć się w scenerii początku XX wieku.

Fanów kryminałów retro na pewno ta pozycja nie zawiedzie. Będzie, jak wycieczka do starego kina, w barwne czasy naszych pradziadków, w dodatku podana w ekscytującej formie krwistego, trzymającego w napięciu kryminału. Warto poświęcić kilka wieczorów na taką podróż.

 

 

„Lato u babci” – czyli historia drogi do międzypokoleniowego porozumienia

Babcie i dziadków oraz ich wnuki i wnuczki dzielą dziesiątki przeżytych lat, a także tysiące dobrych i złych doświadczeń. Nic w tym dziwnego, że czasem nie mogą dojść do porozumienia. Czasem starszym ludziom brakuje sił lub mają dużo obowiązków i zbyt mało czasu, jaki mogą poświęcić wnukom. Dzieci są pełne energii i ciągle chciałyby bawić się i psocić. Chociaż wzajemnie się kochają, to często może dochodzić do spięć, którym można zaradzić częstymi rozmowami o uczuciach, pragnieniach i oczekiwaniach. Benji Davies w swojej książce „Lato u babci” daje pretekst do rozmowy o międzypokoleniowym porozumieniu, miłości i wzajemnym szacunku. Książka pokazuje, że można dojść do pewnych kompromisów, pod warunkiem, że postara się zrozumieć, co czuje druga strona. „Lato u babci” to krótka książeczka, o niezbyt rozbudowanym tekście, pisana prostym językiem, idealna dla kilkuletnich dzieci. Sprawdzi się do wspólnego czytania razem z młodszymi dziećmi oraz dla tych dzieci, które dopiero stawiają pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu książeczek. Do czytania zachęcają ilustracje wykonane w malarskim stylu, które ułatwiają przeniesienie się myślami w miejsce akcji, co jest szczególnie istotne u małych dzieci, które wielu rzeczy jeszcze nigdy nie widziały.

Kto spędził lato u babci?

Bohaterem książki jest Noi. Ten mały chłopiec na co dzień mieszka ze swoim tatą i kotami, jednak lato ma spędzić u swojej babci. Na miejscu okazuje się, że życie u babci wygląda zupełnie inaczej niż w rodzinnym domu. Noi ma inne przyzwyczajenia niż jego babcia, która ma swoje nawyki, związane z tym, że żyje w samotności. Nie tego się spodziewał. Gdzie mieszka babcia? Co zaskoczyło chłopca w domu babci? Co babcia robi całymi dniami? Jaką zupę gotuje babcia? Co robił Noi tego lata? Co denerwowało Noi u babci? Co nieoczekiwanego wydarzyło się? Czy Noi i babcia zrozumieli się nawzajem? Czy wakacje u babci można uznać za udane? To wszystko w pełnej uczuć książce „Lato u babci”.

Więcej o autorze

Benji Davies jest autorem zarówno tekstu, jak i ilustracji w książce „Lato u babci”. Jest on ilustratorem, który postanowił tworzyć książki dla dzieci. Na polskim rynku znajdują się dwie inne książki tego autora, które należą do serii. Łączy je postać małego chłopca o imieniu Noi oraz to, że każda z tych książek traktuje o uczuciach, emocjach, niesie ze sobą głębokie przesłanie i ważną lekcję życia.

– „Mój wieloryb” – wzruszająca opowieść o dziecięcej przyjaźni;

– „Cudowna wyspa dziadka” – historia o życiu, starości i przemijaniu.

 

 

Koniec złotej ery Canarinhos?

Brazylijski futbol obrósł legendą, przez całe lata stanowiąc symbol perfekcji i doskonałości. Piłkarze Canarinhos byli uwielbiani przez kibiców i stanowili niedościgły wzór dla zawodników lig całego świata. Ale to już przeszłość. Dziś każdy widzi, że reprezentacja Brazylii nie ma już tej mocy, co kilkanaście lat temu. Jakie są powody tej zmiany? Zastanawia się nad tym Bartłomiej Rabij w książce Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu.

Piłkarska historia Brazylii

Rabij śledzi w swojej publikacji rozwój brazylijskiego futbolu i osiągnięcia reprezentacji kraju. Przez kibiców nazywani są potocznie Canarinhos (kanarki) od jaskrawożółych, kanarkowych koszulek, powtarzających kolor brazylijskiej flagi. Mają na na koncie najbardziej spektakularne futbolowe sukcesy, o jakich reszta drużyn mogłaby tylko pomarzyć. Są najbardziej utytułowaną reprezentacją globu. Zdobywali Puchar Świata aż pięć razy (po raz pierwszy w 1958 r., po raz ostatni w 2002 r.). Są również jedyną reprezentacją, która brała udział we wszystkich mundialach.

Futbol w Brazylii rozwinął się szybko i ekspresowo osiągnął najwyższy poziom. Pamiętajmy, że gdy w Europie formowały się jego zasady, Brazylia była krajem z zamierzchłej epoki – z feudalnym systemem i zalegalizowanym niewolnictwem. Jednak kiedy w 1958 r. zdobywała Puchar Świata, jej piłkarze bili wszystkich na głowę. Byli kilka poziomów wyżej – pod względem motorycznym, taktycznym, mentalnym. I pisali najlepsze scenariusze piłki nożnej przez wszystkie następne lata. Szybko zaczęto ich nazywać artystami futbolu, a nazwiska takie, jak Pele, Garrincha, Zico, Socrates, Ronaldinho, Rivaldo, Ronaldo przeszły do legendy.

Niewesołe prognozy na przyszłość

Dlaczego to wszystko się skończyło? Bo dziś już nikt nie ma wątpliwości, że brazylijska piłka nawet w części nie przypomina tej sprzed lat. Owszem, w reprezentacji wciąż grają piłkarze światowego formatu (Neymar czy Coutinho), ale przecież inne drużyny także je mają. Brazylijska piłka straciła swoją wyjątkowość, a Rabij próbuje dociekać, dlaczego tak się stało. Pisze o tym, jak niszczącym problemem dla brazylijskiego futbolu jest korupcja, docieka przyczyn słabości drużyn ligowych, zastanawia się kto psuje ten cudowny mechanizm, działający bezbłędnie przez całe dziesięciolecia. Jak zatem rysuje się przyszłość brazylijskiej piłki?

Warto sprawdzić odpowiedź, jaką znajduje na to Bartłomiej Rabij. Ten dziennikarz sportowy, ekspert i komentator TVP Sport, uchodzi za jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od południowoamerykańskiego futbolu, więc jego prognozy i oceny można uznać za trafne. Kibice piłki nożnej i Canarinhos raczej nie będą nimi zawiedzeni.